Kynokultura

Pies w kulturze i nauce

Jedno podwórko szczęśliwego psa nie czyni

Photo-0410

Nieraz zdarza się, że znajomi lub nawet napotkani na ulicy obcy ludzie głaszczą moje psy i z żalem wzdychają:  chciałbym mieć psa, ale mieszkam w bloku… lub jakbym miał domek z ogródkiem to na pewno miałbym psa. Ogrodzone podwórko jawi się dużej części ludzi jako raj dla psa, miejsce, gdzie może brykać, bawić się i spędzać większość czasu. Pies w bloku się męczy, mówią znawcy z przekonaniem, kiwając głową, gdy dowiadują się, że mam przy domu niewielkie podwórko. Moje tłumaczenia, że psiaki na podwórku nie bywają, nie uznają go i traktują jako ewentualną toaletę i to tylko wtedy, gdy bardzo je przyciśnie, puszczają mimo uszu. Jak to jest z tym podwórkiem? Warto je mieć? Czy to czynnik, który powinien wpłynąć na wybór psa? Opowiem, jak to wygląda z mojego punktu widzenia – posiadaczki czwórki psów.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podwórka plusów kilka

Może najpierw plusy, bo oczywiście są. Po pierwsze, nie musimy martwić się o okres kwarantanny poszepiennej, jeśli sprawimy sobie szczeniaka. Piesek spokojnie się wybiega i wyszaleje, biegając za zabawką i wcale nie musząc stykać się z patogenami obcych psów obecnych na trawnikach czy łączkach. Po drugie, zdarzają się nagłe sytuacje – nocna biegunka pupila, nasza choroba, konieczność odłożenia spaceru ze względu na nawał pracy i tym podobne – w których podwórko jest nieocenioną pomocą. Po trzecie, w przypadku trudnych tymczasowiczów, którzy mają tendencje do załatwiania się w domu i trzeba ich nauczyć manier lub nie można ich nigdzie puścić ze smyczy, a wymagają nauki komend i wybiegania się, ogródek także bardzo ułatwia życie. Czwarty punkt jest dla leniwych – jeśli nie chcemy się użerać z sąsiadami lub nie mamy ochoty na spacer, od biedy możemy porzucać psu piłkę w ogródku. Tyle plusów znalazłam i nie są one oczywiście bez znaczenia. Podwórko jako koło ratunkowe w trudnych sytuacjach – jak najbardziej!

 

Photo-0224

…I minusów ciut więcej

A teraz czas na minusy. Po pierwsze… Kwarantanna szczeniaka. Łatwo jest zapomnieć o socjalizacji szczenięcia, gdy mamy ogród. Piesek w końcu polata z zabawką, pobawi się z nami i jest zmęczony. Nie będziemy go przecież męczyć braniem na ręce i chodzeniem po mieście, pokazywaniem mu stresujących bodźców, skoro wybiega się u siebie. Akurat mamy dużo pracy, przyjechała koleżanka, mijają dwa tygodnie, które dla rozwoju szczeniaka są tak istotne – i okazuje się, że nasz zwierzak totalnie zdziczał i na widok motocykla czy dużych psów dostaje szajby ze strachu. Niestety, mówię to z doświadczenia, bo jako świeżo upieczona właścicielka lekko zdziczałego szczeniaka zawierzyłam wetowi w sprawie bezwzględnej kwarantanny. Skutki tej decyzji odczuwam do dziś i do dziś pluję sobie o to w brodę.
Po drugie, uleganie lenistwu. Moje psy mimo ogródka mają trzy spacery dziennie, w tym dwa długie (kiedy piszę długie, mam na myśli co najmniej półtoragodzinne). Znam jednak mnóstwo ludzi, którzy odpuszczają psom spacery, bo łatwiej psa wypuścić, „żeby polatał”. A przecież nawet dwugodzinne przebywanie w ogrodzie nie zastąpi psu spaceru.
Sprawa trzecia – moim zdaniem kluczowa – to brak kontroli nad zwierzęciem. Jeśli zostawiamy psa na podwórku przez kilka godzin dziennie, to jest to czas, w którym nie mamy pojęcia, co się z psem dzieje. Nie wiemy, czy nie drażnią go dzieci sąsiadów. Czy ktoś nie podejdzie ze swoim psem do płotu i zwierzaki się ze sobą nie zetną. Czy na podwórko nie wpadnie kot albo nasz pies z nudów zacznie gonić ptaki i nagle się okaże, że wszelkie nasze próby odczulania psa na inne zwierzęta spaliły na panewce. Tutaj posłużę się kilkoma przykładami z życia, które sprawiły, że moje psy nigdy nie są na podwórku same. Dawno, dawno temu, na podwórku zostawała sama Lusia i zwykle wynikały z tego kłopoty. Pierwsza nieprzyjemna akcja: okoliczne dzieciaki bardzo bawiło bieganie wzdłuż płotu w obie strony, a pies biegał i szczekał za nimi. A że Lusia to stara histeryczka, uraz do biegnących dzieci jej pozostał i trochę czasu zajęło mi nauczenie jej, że szalejące dzieciaki to nie zagrożenie i nie trzeba na nie wrzeszczeć. Innym razem koło ogrodzenia przechodził pan z suką w typie sznaucera, który wyznawał zasadę „psy muszą się dogadać” i podchodził do siatki. Tak się ładnie dogadały przez płot, że minęło od tego czasu prawie dziesięć lat i nasze psy nadal się nie znoszą. Zresztą, takie pomysły ma mnóstwo ludzi: widzą cztery psy za ogrodzeniem i uznają, że skoro tamte się lubią, to z moim też się zaprzyjaźnią… Moje psy zawarczą na intruza, tamten – odważny, bo dzieli go od nich siatka – zacznie szczekać i draka gotowa.

 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I tu się nasuwa sprawa czwarta: ogrodzenie wzbudza w psach nawyk bronienia terenu. Znam takie czworonogi, które witają się z obcymi psiakami zza ogrodzenia i zupełnie nie wykazują agresji, ale to rzadkość – i zwykle dotyczy wybranych psów, które owe psy podwórkowe poznały jeszcze za szczeniaka. Moje psy mają trochę „kumpli zza płota”, ale wystarczy, że do naszych dołączy jakiś tymczas, by kumpel dostał szału na widok obcego… Bywało także, że znajomi psiarze z bloku dziwili się, że wołamy nasze psy na widok obcych czworonogów na ulicy, bo chcą na nie szczekać i mówili, że ich jest łagodny i tak nie robi. A potem wchodzili do nas na podwórko i zgadnijcie, co robił ich grzeczny pies na widok obcego burka za płotem? ;)

Jeśli psy mają zarówno ogród, jak i spacery, to szybko pojawia się u nich coś, co nazywam „rozdwojeniem jaźni” – poza swoim podwórkiem mogą kochać wszystkie psy czy ludzi, ale jak są za ogrodzeniem, szczekają na obcych. Moje psy są wybitne pod tym względem, bo akceptują każdego psa na swoim podwórku, obcy może chodzić po terenie i po domu, nie ma sprawy. Ale pies, który jest za siatką to zło. Obawiam się, że to wynik złych skojarzeń z psami, które starały się zza ogrodzenia pogryźć się z moimi pupilami. Takie zachowanie jest mocno denerwujące, więc karcę je i nie dopuszczam do tego, wołając psy zanim jakiś pies podejdzie do ogrodzenia. Ale bywa czasem, że nie zdążę, a ktoś puści swojego psa luzem na chodniku i ten podbiegnie, by zrobić drakę… Problem pojawia się, jeśli pies ma niewiele spacerów, a bardzo często w ciągu dnia ma styczność z niezbyt przyjaźnie nastawionymi psami przez płot. W takim przypadku skojarzenie pies=wróg łatwo może się przenieść też na spacery. Nagle mamy chęć na przechadzkę – niedziela, piękna pogoda – bierzemy naszego psa, który od szczeniaka biega głównie po podwórku i dziwimy się, że podrostek stawia się lub wręcz dostaje szału na widok obcych psów. Stwierdzamy, że zdziczał i zgłupiał, przestajemy w ogóle go brać na spacery, pies nadal lata po podwórku i nakręca się na agresję wobec obcych czworonogów, aż staje się nieobliczalny… Na pewno nieraz obserwowaliście ten scenariusz, gdy przechodziliście przy ogrodzeniu domków jednorodzinnych.

 

Fotos-0250

Sprawa piąta i ostatnia, choć temat można ciągnąć i ciągnąć… Podwórko to nuda. Nie ma nowych zapachów. Jest znane na pamięć. Każdy właściciel psa doskonale wie, że jego pies nie biega bez powodu – pędzi do kumpli, truchta za jakimś tropem, biega od drzewka do drzewka, wąchając ślady innych psów, aportuje zabawkę lub znajduje sobie jakiś badyl i z nim gania. A w ogródku? Pies ma biegać w kółko sam ze sobą? Zabawką może się i chwilę pobawi, ale jak nikt jej nie kradnie i nie rzuca, to szybko się nudzi. Cała energia i uwaga psa przekierowuje się na to, co jest za płotem. Obce psy, jadące auta, ludzie za siatką… Na wszystko można poszczekać. Inne psiaki kombinują, jak tylko zwiać. Frotka nie można na chwilę zostawić samego w ogrodzie, bo wspina się po siatce jak kot i leci wąchać trawkę koło bloków. Bo tam są siki kumpli, jest ciekawie! Psy z natury są eksploratorami. Uwielbiają wąchać ślady innych psów czy zwierzyny, poznawać nowe tereny, spotykać się z innymi psami. Tego wszystkiego nie ma na podwórku. Czasem porównuję podwórko do dużego kojca – owszem, fajnie, że jest, ale zupełnie nie zastąpi spacerów. Gdy chodzę z psami na spacer, mijam często berneńczyka (o oryginalnym imieniu Berni), który jako młody psiak chodził na spacery. Zna się z moimi psami od szczeniaka, więc się lubią nawet przez siatkę. Jednak teraz… Przestał nawet podchodzić do nas, żeby się przywitać. Póki czasem wychodził na przechadzkę, był bardzo otwarty i energiczny. Teraz leży cały dzień i wygląda jak kupka nieszczęścia. Na pierwszy rzut oka nie ma się źle, jest na podwórku, nie jest uwiązany. Ale życie w nim zgasło… Znam za to bernardyna, który mimo podwórka chadza na spacery. Ma już kilka lat i nadal widuję, jak bawi się piłką, wita się z moimi psami i jest pełen energii. Różnica jest naprawdę widoczna.

 

Fotos-0009

Mieszkanie czy podwórko?

Czasem to mieszkanie w bloku jest zbawieniem dla psa. Wymusza długie spacery, spotykanie innych psów i ludzi, a socjalizacja szczeniaka odbywa się bezwiednie – w końcu właściciel musi wyjść z maluchem, żeby się nauczył czystości. Jeśli umiejętnie prowadzimy zwierzaka, na pewno nie będzie się męczył w mieszkaniu. Podwórko, oczywiście, nie jest ani wyrokiem ani złem dla psa, ale nie jest też rajem i wymogiem do jego posiadania. Jeśli mamy ogród, musimy tym bardziej pamiętać o socjalizacji zwierzaka poza nim i uważać, aby ktoś psa nie drażnił, nie szczuł czy – niestety zdarza się to nierzadko – nie otruł. Pewien pan, adoptując psa, rzucił, że czekał z wzięciem czworonoga, aż wybuduje dom, bo dzięki temu nie musi chodzić na spacery, tylko może spokojnie pić kawę, a pies się wybiega sam… No właśnie. Wydaje mi się, że to, na co najbardziej musimy uważać – to własne lenistwo! ;)

 

PS. Wiem, że są  rasy, które wymagają dużego terenu do pilnowania. Są  też psiaki – po przejściach czy z natury spokojne – dla których ogródek to szczyt marzeń i spacery są im średnio potrzebne. Można psiaki  także szkolić i wychowywać tak, by na podwórku były grzeczne, ale to zda egzamin tylko wtedy, jeżeli żaden z domowników nie popsuje nam pracy, wypuszczając psy i zostawiając je bez kontroli. Sama byłabym zachwycona, gdybym miała ogrodzony teren z dala od chodnika, gdzie mogłabym postawić kłody, hopki czy inne elementu toru przeszkód dla psów… Marzenie. Opisałam jednak to, co obserwuję zazwyczaj i co widzę u własnych psów. A dla nich najlepszą  rzeczą na świecie jest spacer!

  • http://goglechrom marzena

    Moje psiaki mieszkają w bloku,mają też działkę i większość znajomych moich twierdzi ,że to im wystarcza.Z mojego doświadczenia i obserwacji ,zauważam że psiaki przebywające dłużej w jednym miejscu, u mnie nap: działka zaczynają się nudzić i po godzinie pobytu stają się senne i mało zainteresowane.Podwórko nie jest rozwiązaniem bo psiak przebywający cały dzień tam ,staje się jak by odizolowany od funkcjonowania,emocji, staje się apatyczny lub agresywny . Dlatego mimo przekonania większości ludzi ,że teren za siatką jest wystarczający nie zgadzam się tym przekonaniem !!! Moje psiaki codziennie maszerują na spacer wokół swojego zamieszkania,ale też wyjazd na działkę,miasta,parku ,obwąchiwanie nowych terenów, to dla nich raj i niesamowita socjalizacja . Wystarczy popatrzyć za psiakami przebywającymi cały dzień za siatką ,są przygnębione,znudzone   Mieszkanie na podwórku ma wtedy swoje zalety ,jeśli pies jest wyprowadzany,spaceruje ,poznaje świat zewnętrzny.Natomiast mieszkanie w bloku ma trochę lepsze strony,pies przyzwyczaja się do ludzi,samochodów,ulic,a jeśli zapewnimy mu jeszcze wyjazd na łąki do lasu na pewno będzie również szczęśliwym psem ,mimo że nie będzie miał swojego podwórka.

    • wienio

      Pies na podwórku leży jak szmata i tyle z tego życia

  • Agnieszka

    Nie do końca zgadzam się z tym artykułem.

    „ogrodzenie wzbudza w psach nawyk bronienia terenu.”
    Nie bardziej niż klatka schodowa w bloku. Mam 3 psy – najpierw 2 lata mieszkaliśmy w bloku, teraz 2 lata w domu na wsi. Zdecydowanie nie mają silniejszego nawyku bronienia terenu, niż miały.

    „poza swoim podwórkiem mogą kochać wszystkie psy czy ludzi, ale jak są za ogrodzeniem, szczekają na obcych.”
    Moje psy wpuszczają obce na podwórko, o ile to ja te obce wprowadzam i cieszą się z ich obecności. Za to na psy poza podwórkiem, na spacerze, potrafią reagować agresją – możliwe, że traktują jako „swój teren” całą okolicę wioski, po której często spacerowaliśmy. W każdym razie obcy pies na naszym podwórku = dobrze, obcy pies na spacerze = źle.

    „Inne psiaki kombinują, jak tylko zwiać.”
    Z moich 3 psów tylko 1 uciekał – miks malamuta. 2 owczarki nie wychodziły nawet przy otwartej na chwilę bramie.

    „nie wiemy, czy nie drażnią go dzieci sąsiadów. Czy ktoś nie podejdzie ze swoim psem do płotu i zwierzaki się ze sobą nie zetną.”
    Kwestia jakości ogrodzenia. My mamy podwórko ogrodzone 1,8 m wysokości drewnianymi panelami – ogrodzenie jest szczelne. Nasze psy nie mają żadnej możliwości kontaktu z tym, co jest na zewnątrz. A jak słyszą biegające dzieci sąsiadów, to chwilę poszczekają, ale potem przestają bo im się nudzi.

    ” Pies ma biegać w kółko sam ze sobą? ”
    Nasze 3 biegają ze sobą i bawią się razem. Urządzają gonitwy i wspólne zagryzanie zabawek.

    Jest też kwestia ciąży… podwórko, gdy kobieta jest w ciąży, to zbawienie. Ja mam ciążę leżącą, nie mogę nawet wyjść do sklepu. Nie ma mowy o chodzeniu na jakikolwiek spacer… mąż też nie mógłby wychodzić z psami 3 x dziennie, w tym raz na 2 h. Dlatego dobrze ogrodzone podwórko to świetna sprawa. :)

    Poza tymi fragmentami artykuł jest fajny i mi się podobał. Spacery są bardzo ważne dla psiaków i warto dbać, aby psy je miały, niezależnie od tego gdzie mieszkają.

    • http://www.kynokultura.pl kynokultura.pl

      Musimy pamiętać, że psy są bardzo różne, a ja opisałam ogólnikowo, co może się dziać i jak pies może zachowywać się na podwórku. Każdy pies reaguje inaczej i stwierdzanie, że „mój pies tak nie robi, więc to nie jest prawda” mija się z celem – nie chodzi o jednostkę, ale o to, co może się zdarzyć. U mnie też tylko jeden pies ucieka przez płot – Frotek, którego przygarnęłam jako dorosłego psa i który ten nawyk miał niestety od początku swojego pobytu u mnie. Pozostałe trzy suczki także nie wyjdą nawet przy otwartej bramie. Ale przygarniając czy kupując psa, nieraz nie wiemy, jaki egzemplarz nam się trafi. A nuż właśnie uciekinier?

      Kwestie, które Pani poruszyła, są bardzo indywidualne. Pani psiaki bawią się razem – to cudnie. Ale jeśli ktoś ma jednego psa? Ma Pani też szczelne ogrodzenie, z którego nie widać okolicy – przyznam, że o takim marzę. Ale nie każdy, kto bierze czy kupuje psa, może pozwolić sobie na wymianę ogrodzenia na odpowiednie dla psów. A nieraz kupuje się czy dostaje dom w spadku z gotową siatką. Gdybym budowała dom, na pewno bym zadbała o właściwy typ ogrodzenia, ale nie mam takiej możliwości – i wiele osób też nie ma. To, że Pani psiaki nie bronią terenu na wsi bardziej, może właśnie wynikać z tego, że wychowały się w bloku. Znam kilka przypadków, gdy było na odwrót – pies wychował się na podwórku i zamieszkał w mieszkaniu po przeprowadzce właściciela. Niestety, agresja wobec obcych psów i ludzi może być (nie musi!) wtedy mocno utrwalona. Pewna pani wychodzi ze swoją suką owczarka tylko w nocy, tak pies się rzuca… Na podwórku sunia nauczyła się, że psy to zagrożenie i trzeba na nie ujadać i teraz to pokutuje. Myślę, że solidna praca by psa naprawiła, ale jego właścicielka chyba w to nie wierzy i nie próbuje z psem trenować.

      Tak jak pisałam, ogród jest nieoceniony w „nagłych sytuacjach” – i za taką uważam zagrożoną ciążę. Czas ciąży i pierwsze miesiące życia małego dziecka to bardzo trudny okres dla psów, dlatego wtedy podwórko jest dla nich i Pani bardzo pomocne. Ogród ma oczywiście swoje plusy, które wymieniłam :)

      Mój wpis miał na celu raczej otworzenie oczu osobom, które uważają, że psu do życia wystarcza podwórko. W końcu tacy ludzie kupują czy budują dom, do ogrodu sprawiają sobie słodkiego szczeniaczka – i nie mogą pojąć, dlaczego pies robi podkopy i ucieka, dlaczego rzuca się na ludzi przez płot, niszczy drzewka, pogryzł kota sąsiadów… Nie twierdzę, że mieszkanie w domu z ogrodem to zło (sama na razie tak mieszkam!), ale że sam ogród nie wystarczy, a zostawienie psa w nim od początku i zaniechanie socjalizacji doprowadzi do kłopotów w dalszym życiu pupila. No i w tym się zgadzamy :)

  • K

    Racja, racja i jeszcze raz racja. Mój obecny pies najpierw mieszkał z nami w domu z ogrodem, raz dziennie szedł ze mną na długie wybieganie (raj dla beagle). Ale! Teraz mieszkamy w małym mieszkaniu- a pies jest jakby szczęśliwszy- nadal chodzi ze mną na bieganie, ale dodatkowo ma 4 spacery „wokół pola” gdzie ma mnóstwo znajomych, dodatkowo wieczorami umawiamy się z innymi psami „na zabawy”. Ruchu i różnorodności ma zdecydowanie więcej, ale nadal jak niektórzy słyszą „beagle w mieszkaniu” to mówią- ech męczycie psa….

    • http://www.kynokultura.pl kynokultura.pl

      Całkowicie się zgadzam – myślę, że dla psa nie ma nic przyjemniejszego niż spędzanie czasu z właścicielem! Samotne siedzenie w ogrodzie nie zastąpi nigdy spaceru. Jeżeli chodzi o beagle w ogrodzie, znam kilka psiaków tej rasy, które zwykle łapię na ulicy i odprowadzam właścicielom – są w ogrodzie i ciągle wynajdują nowe sposoby, żeby uciec. A to dziura w płocie, a to podkop… Zwyczajnie się nudzą i szukają rozrywki poza domem :)

  • A

    Najwidoczniej Pani lubi mieć ciągłą kontrolę nad swoimi psami. Współczuję im braku wolności. Oczywiście, niezaprzeczalne jest, że czy mieszkanie czy dom z podwórkiem, lepsze są od schroniska czy ulicy. Ale wychowanie psa to nie ciągła kontrola i trzymanie w zamknięciu lub na smyczy. Mój pies mieszka w domu z podwórkiem. I tak – podwórko to dla niego raj. Lubi siedzieć w domu z ludźmi, ale też bardzo chętnie wychodzi na zewnątrz – a zwłaszcza ze swoim stadem (którym są ludzie). Uwielbia szaleć po ogródku, umie bawić się zabawkami (np. kongiem) przez długi czas. Nie zamierza uciekać przez płot. Dlaczego, co jest w nim takiego magicznego? Kwestia wychowania i nauczenia, że podwórko jest atrakcyjnym, fajnym miejscem. Ale jak można tego nauczyć, skoro samemu się tego nie wie? :)
    Na spacery oczywiście chodzi. I nie ma z nim żadnych problemów, napotkane psy są przyjaciółmi. Nawet jeśli szczekają. Są może ze dwa-trzy, których nie lubi. Ale przecież podczas spaceru mijamy ich spokojnie ponad 20. Wystarczy obserwować sygnały uspokajające wysyłane przez psa i odpowiednio reagować.
    Totalnym zaskoczeniem jest dla mnie stwierdzenie, że podwórko to nuda. Pomyślmy. Załóżmy, że pies przez 8h naszej pracy siedzi w mieszkaniu. 0 (ZERO) bodźców. Nic się nie dzieje. Co najwyżej jakieś odgłosy na klatce/za oknem – ale nawet nie może zobaczyć co to! Toż to dopiero jest nuda! A co się dzieje przez te 8h na podwórku? O ile nie jest ogrodzone murem, pies widzi wszystko co się dzieje. Przyleci ptaszek, przyjdzie na podwórko kot sąsiada. Może obszczekać listonosza. Może wykazać się NATURALNYM instynktem bronienia swojego terenu. Tak, to jest naturalne i moim zdaniem bardzo wartościowe. Pani najwyraźniej chciałaby, żeby jej psy były przyjazne dla ewentualnych złodziei i nie szczekały na nich :) A jeśli chodzi o przyjaciół – pies powinien ich znać i poznać w obecności właściciela – to znów kwestia wychowania.
    Podsumowując – chyba jedyną rzeczą z którą się zgadzam jest konieczność spacerowania i socjalizacji psa. A lenistwo ludzi mieszkających w domach to już zupełnie inna kwestia i podwórko nie jest niczemu winne. Wszystko zależy od ludzi i tego jak wychowają swoje psy.

    • http://www.kynokultura.pl kynokultura.pl

      Dziękuję za wyrażone zdanie, każda opinia jest cenna, szczególnie taka, z którą się nie zgadzam. W zasadzie potwierdziła Pani to, co napisałam: pies w ogrodzie się nudzi i dlatego szuka rozrywki, będzie ganiał koty, ptaki, szczekał na przechodzących ludzi, nakręcał się na psy za płotem – dla Pani być może to raj, ale pies w mieście nie powinien tak się zachowywać. Stwierdzenie, że „współczuje” Pani moim psom zawiera w sobie ukrytą obrazę właściciela – ma Pani tego świadomość? Myślę, że moim zwierzakom nie trzeba współczuć. Mają trzy spacery dziennie. Rano 2 godziny, popołudniu 3-4 godziny i jeszcze wieczorne pół. Na spacerach biegają luzem, bawią się ze sobą, odbywają szkolenie, ćwiczą sztuczki i aportowanie. W domu odpoczywają. Domyślam się, że mieszka Pani na odludziu bądź na wsi i nigdy nikt nie przyszedł do Pani z pretensjami – trzeba przyznać, uzasadnionymi – że pies budzi śpiące dzieci, nie daje ludziom odespać przepracowanej nocki. Albo przyszedł, ale ma Pani za nic ich problemy, bo „przecież piesek musi bronić i szczekać” – mam nadzieję, że się mylę.

      Pies w mieście nie służy do obrony, to zawsze powtarza także pani Zofia Mrzewińska. Żyjemy w dużych skupiskach ludzkich i ważne jest, by pies umiał akceptować każdą trudną sytuację i nie reagował agresją. Ja nie traktuję moich psów jak alarmu, ochroniarzy czy stróży. Moje psy są dla mnie towarzyszami, przyjaciółmi i nie chcę, by ktoś je otruł czy szczuł swoim psem przez płot.

      Myślę, że wychodzimy z zupełnie innych założeń co do posiadania psów. Przez moje ręce przewinęło się ich kilkadziesiąt – ze względu na tymczasowanie psów po przejściach – a także znam ze względu na działalność w wolontariacie wiele, wiele psów kojcowych, podwórkowych, łańcuchowych, ale też domowych. Ten wpis jest wypadkową wszystkich moich obserwacji. Dość powiedzieć, że pies, który miał ogromny teren do pilnowania, wyrobił sobie taki nawyk bronienia swojego rewiru, że kiedy się wydostał przez dziurę w płocie – mało nie zabił mojej suczki. Uważam, że jeśli ktoś chce mieć nieuciążliwego dla otoczenia i przyjemnego towarzysza, nie powinien go zostawiać samego na długie godziny na podwórku, narażając na agresję i głupotę osób postronnych.

      • A

        Dziękuję za odpowiedź, jednak nie do wszystkich aspektów się Pani odniosła. Np. do tego jakie rozrywki pies ma w mieszkaniu i dlaczego siedzenie w nim przez przykładowe 8h jest lepsze niż przebywanie na podwórku. Nie zamierzałam Pani urazić, jednak nie mogę się w stu procentach zgodzić. Oczywiście: ciekawe spacery, ćwiczenia, spędzanie czasu ze swoim psiakiem to jedne z najistotniejszych aspektów posiadania psa. Jednak uważam, że powinien mieć też nieco swobody. Dla mnie również pies jest towarzyszem i szanuję jego potrzeby. Jednak po to poświęcam mu więcej czasu w wieku szczenięcym, aby będąc dorosłym był zrównoważonym, nieagresywnym psem, potrafiącym „przetrwać” czas gdy jest sam.
        Mieszkam w mieście, na osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie niemal na każdej posesji mieszkają psy. Nie spotkałam się więc z żadnymi pretensjami co do swoich psów, których w życiu miałam kilka, siłą rzeczy wychowywane w podobny sposób. Ale jestem w stanie zrozumieć, że w okolicy, w której jest więcej osób bez psów może to wyglądać inaczej i mogą występować tego typu pretensje. Staram się jednak przestrzegać ciszy nocnej, co wystarcza do dobrych stosunków z sąsiadami.
        Pies, jak wspomniałam, jest dla mnie głównie towarzyszem. Ale dlaczego, jako ten towarzysz, nie mógłby wykazać się swoimi naturalnymi instynktami? Nie mówię, że ma być ochroniarzem czy zastępstwem alarmu. A raczej, że nie powinien być bezwzględnie ufny do wszystkich napotkanych osób. Nie tylko dlatego, że może to być złodziej i dzięki temu zwróci na niego moją uwagę. Ale też właśnie dlatego żeby nikt go nie skrzywdził fizycznie, podrzucając nieodpowiednie smakołyki, czy jakkolwiek inaczej. Może swoim wyglądem i zachowaniem po prostu wzbudzi swego rodzaju respekt i odstraszy taką osobę. Oczywiście nie życzę tego typu sytuacji żadnemu psiakowi.
        Moim zdaniem wychowanie nieuciążliwego psa wymaga wielu godzin wspólnej pracy i to to jest najważniejsze, a nie miejsce w którym żyje. Także mam doświadczenie z wieloma psami jako wolontariuszka – wiem, że nie wszyscy są gotowi poświęcić tak dużo czasu na wychowanie psa. Ale od tego jesteśmy w schronisku, aby w tym pomagać i już tam uczyć psy pewnych zasad, uczyć jak się nie nakręcać, jak przekierować uwagę np. na zabawkę.
        Staram się też nie zakładać z góry, że ludzie za płotem będą nieodpowiedzialni bądź negatywnie nastawieni do mojego psa. Większość jest jednak normalna i neutralna. A bezmyślne dzieciaki zdarzają się wszędzie – ale to dzieciaki należy skarcić, a nie zabierać psu swobodę bycia na podwórku.
        Pozdrawiam – szczęśliwa właścicielka spokojnego psa i podwórka.

        • http://www.kynokultura.pl kynokultura.pl

          Dziękuję za odpowiedź. Pytanie, czy pozostawanie psa w mieszkaniu przez osiem godzin jest dla zwierzaka lepsze niż w ogrodzie, jest kwestią skrajnie indywidualną, zależną od konkretnego psa. Moje psy wolą dom, mimo że mają ogród. Na podwórku przebywają niechętnie, tylko w towarzystwie człowieka, po chwili na świeżym powietrzu garną się do domu. Oczywiście uwielbiają spacery i taka forma aktywności im odpowiada. Może to kwestia tego, że na spacerach mają mnóstwo zajęcia i bodźców i wolą potem być w domu i odpocząć, a na podwórku ciągle coś je budzi i przerywa odpoczynek? Myślę także, że odpowiedziałam na Pani pytanie już w treści wpisu. Przez osiem godzin pies na podwórku jest poza kontrolą, nie wiemy co się z nim dzieje, z kim i z czym wchodzi w interakcje. W mieszkaniu pies się będzie bardziej nudził – oczywiście, to prawda. Jednak po porządnym, porannym spacerze (mam na myśli taki dwugodzinny, z bieganiem i treningiem, a nie pół godzinki na siku), te osiem godzin pies będzie odpoczywał. Jeśli jeszcze zostawi mu się kilka wypełnionych pysznościami kongów, na pewno przetrwa ten czas, a po powrocie właściciela z pracy będzie pełen energii i chętny na długi spacer. Ja jestem typem, który najchętniej nie przebywałby w domu, i gdy tylko mogę, wybywam na długie spacery – także moje psy nie są stratne, jeżeli chodzi o ruch i brak swobody na podwórku :)

          Pisze Pani, że większość osób jest neutralna i normalna – zgadzam się! Problem w tym, że wystarczy jedna osoba na sto lub dwieście, która będzie negatywnie nastawiona, żeby pojawił się problem. Moja staruszka Luka była kiedyś spokojnym psem podwórkowym, ale bardzo szybko to się zmieniło. Na początku jej posiadania ja byłam mało świadoma i młody pies przebywał mnóstwo czasu na podwórku. Na spacerach potem dziwiłam się – jak to możliwe, że ona nagle zaczęła dostawać piany na widok niektórych psów? A że Lukę przygarnęłam jako psiego podrostka, nie miałam wpływu na jej socjalizację jako szczeniaka i na jej histeryczny charakter. Szybko zorientowałam się, że niektórzy sąsiedzi podchodzili ze swoimi psami pod płot i nasze psy się ścinały ze sobą, a oni nie widzieli w tym problemu na zasadzie „pieski muszą sobie pogadać”. Tych psów Luka nienawidzi do dzisiaj – 11 lat! Szybko u Luki pojawił się syndrom psa podwórkowego, czyli rzucanie się na obce psy, szczególnie te znane zza płotu. Wtedy to sunia przestała zostawać sama na podwórku, a ja zaczęłam ją szkolić i odczulać. Muszę przyznać, że przyniosło to niesamowite efekty i wyszło nam obu na dobre – ja wkręciłam się w szkolenie, a Luka nauczyła się panować nad emocjami i na pewno łatwiej jej się żyje. Z tym, że „zapłotowych wrogów” nadal nie znosi, choć teraz na komendę „waruj” pozwala im przejść, jedynie burkając pod nosem ;)

          Z Pani opisu wynika, że u Pani to, że psiak jest na podwórku, nie jest ani problemem dla sąsiadów, ani dla Pani, ani dla psa. To bardzo dobrze, cieszę się. Sama mam w okolicy takie osiedle domków, gdzie wszędzie na podwórkach są psy. Nie lubię tam przechodzić, szczerze mówiąc, bo gdy idę z moimi zwierzakami, zewsząd otacza nas ujadanie. Ale wiem, że mieszkańcom osiedla to odpowiada i nie przeszkadza, a psy mają swobodę na posesjach. Ja mieszkam w okolicy bloków, a pół mojego stada lubi poszczekać i nie wyobrażam sobie, że zostają na osiem godzin na podwórku. Na pewno szybko bym miała wizytę policji bądź pełnych pretensji sąsiadów i w sumie się nie dziwię – małe dzieci śpią w ciągu dnia, ktoś chce mieć po prostu spokój, a tutaj non stop ujadanie…

          I jeszcze odniosę się do wychowania psa. Pisze Pani, że swojego psa wychowywała od szczeniaka na odpowiedniego towarzysza i niekłopotliwego „mieszkańca ogrodu” – to się chwali. Dużo ludzi jednak nie ma takiej szansy, gdyż z odruchu serca przygarnia dorosłego psa, z pewną pulą zachowań już wyuczonych, nad którymi trzeba ciężko pracować. Jeżeli przygarniemy psa, który nie ma oporów, żeby gryźć obcych mu ludzi czy psy, na pewno zostawienie psa na podwórku nie pomoże, a wręcz pogłębi problem, bo pies będzie nakręcał się na ujadanie i agresję wobec przechodniów czy pobratymców. Ja przygarnęłam dorosłego psa, który był agresorem wobec psów i uciekinierem (wspinaczka po płocie zajmuje mu kilka sekund). To właśnie spacery i szkolenie pozwoliło mi na przepracowanie jego problemów, do tego pomogła kastracja. W ogrodzie nie zostawał nigdy bez nadzoru, do dziś nie zostaje, zresztą, bo lubi samotnie odwiedzać okoliczne śmietniki…;)

          Rozumiem Pani punkt widzenia i w Pani przypadku jest on jak najbardziej słuszny. Tylko że na podstawie własnych doświadczeń wyciąga Pani wnioski ogólne, na temat wszystkich psów i wszystkich ogrodów. Mój tekst miał na celu wytłumaczenie niektórym ludziom, że podwórko nie jest psu niezbędne. A najbardziej już chodziło mi o to, że ogród nie wystarczy i że może być źródłem problemów, jeżeli zaniedbamy socjalizację i wychowanie psa. Dlatego tak wypunktowałam minusy posiadania ogrodu – bo dużej części osób wydaje się, że podwórko to szczyt marzeń psa i ogólnie bez niego się nie obejdzie. A przecież bez problemu możemy psa przyzwyczaić do życia w mieszkaniu, co więcej, czasem to jest dla niego najlepsza opcja – jeśli ucieka lub wykazuje zachowania agresywne, nad którymi trzeba pracować.

  • Pingback: Najciekawsze psie linki - marzec 2015 - Pies w Warszawie()

  • Ola

    bardzo ciekawy i prawdziwy artykuł. Moj adoptowany pies zanim trafil do mnie był 2 razy oddawany z adopcji gdyz jest duzy, mieszkal na podwórku i mial bronic terenu i uciekał, bo taka rola mu nie odpowiadala. Mieszkalismy kiedy s w 25 metrowym mieszkaniu, ale mamy tez dzialke z ogródkiem, ale dla niego to bez różnicy, ogrodek traktuje jak dom ( no z malym bonusem w postaci trawki w zasiegu łapy i mozliwosci wykopania dolka w ziemi do schlodzenia sie :)) nawet tam nie sika i zdecydowanie sie zgadzam, ze dla psa to nie ma znaczenia gdzie mieszka, najwazniejsze to zapewnienie mu aktywnosci i różnorodnosci :)

  • Ania

    może ktoś mi pomorze. Moja onka nie cierpi rowerzystów(kiedyś ją najechał),skuterów a w zasadzie wszystkiego co straszliwe warczy czyli kłady i inne gady. Jak idę z nia na spacer to nim ją spuszcze (jesli w ogóle ją spuszczę) to głowa lata mi jak orbita w koło aby sprawdzić teren .On niestety jest szybsza bo słuch ma lepszy .Jak tylko gdzieś z oddali usłyszy warkot to mogę do niej gadać … jest cała skupiona na tym co słyszy . Tak sam jest jak przechodzę z nią obok posesji (nie sposób tego nie obić jak droga tylko ta) idąc na spacer. Mieszka tam suka owczarkowata i jest masakra. W pół drogi moja już zaczyna sie rwać i szczekać. Ręke chce mi wyrwać . Jakieś rady? Proszę o wskazówki.Tak bardzo chcę w ciszy ibez szarpania przejśc z nią koło tej posesji ..

    • http://www.kynokultura.pl kynokultura.pl

      Przyłóż się do nauki posłuszeństwa (siad, waruj, zostań – instrukcje jak nauczyć psa komend znajdziesz na YouTube) w warunkach neutralnych. Kiedy suczka będzie miała opanowana do perfekcji komendy, gdy jest zrelaksowana i spokojna, powoli wprowadzaj stresujący bodziec i ćwicz posłuszeństwo, gdy suka go zauważy, ale jeszcze się nie zdenerwuje. Na przykład – idziesz w stronę suki-wroga, ale nie dochodzisz do bramy, stajesz w odległości, w której Twoja sunia jeszcze umie się na Tobie skupić i ćwiczysz siadanie, warowanie, dawanie łapy. Nagradzasz to super nagrodami – suszonym kurczakiem, wątróbką, ulubionymi smaczkami. Idealnie by było, gdybyś zwróciła się o pomoc do doświadczonego szkoleniowca, który pokaże Ci, jak z psem pracować. To może być jedna czy dwie sesje, a potem będziesz ćwiczyć sama. Ułatwisz życie sobie i swojemu psu, bo jeśli w emocjach zaatakuje rowerzystę, będzie bardzo niewesoło – także potraktuj problem suki poważnie.

    • kynokultura

      Przyłóż się do nauki posłuszeństwa (siad, waruj, zostań – instrukcje jak nauczyć psa komend znajdziesz na YouTube) w warunkach neutralnych. Kiedy suczka będzie miała opanowana do perfekcji komendy, gdy jest zrelaksowana i spokojna, powoli wprowadzaj stresujący bodziec i ćwicz posłuszeństwo, gdy suka go zauważy, ale jeszcze się nie zdenerwuje. Na przykład – idziesz w stronę suki-wroga, ale nie dochodzisz do bramy, stajesz w odległości, w której Twoja sunia jeszcze umie się na Tobie skupić i ćwiczysz siadanie, warowanie, dawanie łapy. Nagradzasz to super nagrodami – suszonym kurczakiem, wątróbką, ulubionymi smaczkami. Idealnie by było, gdybyś zwróciła się o pomoc do doświadczonego szkoleniowca, który pokaże Ci, jak z psem pracować. To może być jedna czy dwie sesje, a potem będziesz ćwiczyć sama. Ułatwisz życie sobie i swojemu psu, bo jeśli w emocjach zaatakuje rowerzystę, będzie bardzo niewesoło – także potraktuj problem suki poważnie.

Informacje

Wpis opublikowany Kwiecień 2, 2015 przez w Okiem psa, Z życia wzięte.